Bio-bella

Idź do spisu treści

Menu główne

Kosmetyki naturalne a organiczne

Organizacje ekologiczne na całym świecie ustaliły pewne zasady, które jasno pozwalają sklasyfikować kosmetyk jako naturalny bądź nie. Zaczęto od podziału je na dwie grupy: na kosmetyki naturalne i organiczne.
Naturalne to takie preparaty, które zostały zrobione ze składników pochodzenia roślinnego, mineralnego lub morskiego i nie były przetwarzane razem z syntetycznymi produktami chemicznymi. Jednak nie oznacza to, że takie  produkty nie mają w sobie syntetyków! Mogą one być bazą produktu. Mogą też mieć konserwanty, które zapewniają, że preparaty nie starzeją się zbyt szybko. I nie powinnyśmy się ich bać, jeśli użyte są w odpowiednich dawkach!
Z kolei kosmetyki organiczne to takie, których składniki wyrosły na ekologicznych farmach ściśle spełniających określone kryteria. Rośliny nie mogą być uprawiane przy użyciu pestycydów  czy inżynierii genetycznej. Kosmetyki takie są konserwowane są wyłącznie naturalnymi składnikami, na przykład olejkami eterycznymi. I, co ważne, dawać gwarancję, że nie były testowane  na zwierzętach.
Najczęstszymi składnikami używanymi do produkcji kosmetyków ekologicznych są wyciągi z roślin hodowanych na kontrolowanych uprawach ekologicznych oraz składniki pochodzenia zwierzęcego, takie, jak lanolina  z owczej wełny, miód, jedwab, bardzo popularnym składnikiem jest również sól morska oraz różnego rodzaju glinki.

„Naturalne” czy naturalne

Kilka praktycznych uwag na temat
naturalnych kosmetyków z certyfikatem

Piękna skóra jest oznaką witalności i zdrowia. Jest ona też swoistym papierkiem lakmusowym reagującym na choroby, napięcia emocjonalne  czy nadmierny stres. Nasza skóra jest także największym organem naszego ciała oraz jedną z najważniejszych dróg eliminacji pozostałości procesu przemiany materii. Jest to również nasz największy organ zmysłowy.
Wydawać by się mogło, iż tak ważna część naszego ciała traktowana jest przez nas samych z odpowiednio wielką troskliwością. Nic bardziej mylnego.  Żaden inny organ naszego ciała nie jest tak narażony na traktowanie potencjalnie groźnymi chemikaliami, zarówno ze strony środowiska, w którym żyjemy, jak i środków czystości oraz kosmetyków,  jak właśnie nasza skóra.

Większość kampanii reklamowych przemysłu kosmetycznego podkreśla, jak naturalne są ich kosmetyki - pełne wartości odżywczych i cudownie działające na naszą skórę i włosy. Takie slogany mogą w skrajnych przypadkach dotyczyć wyrobów, w których składników pochodzenia naturalnego jest mniej niż 1%. Wynika to z prostego faktu, iż do tej pory nigdzie na świecie nie ma uregulowań prawnych definiujących pojęcie kosmetyku naturalnego.
Ma to fatalne skutki, gdyż producenci wydają coraz więcej na reklamę, a coraz mniej na zawartość swoich tubek i buteleczek. Nawet jeśli opakowania ozdobione są dumnymi nazwami serii kosmetycznych z górnej półki cenowej, ich zawartość stanowi nader często produkt masowy skomponowany z najtańszych  surowców. Co pozostaje przeciętnemu konsumentowi w tej sytuacji: krytyczne spojrzenie na listę składników, tzw. listę INCI (International Nomenclature of Cosmetic Ingredients), której umieszczenie wymagane jest na każdym kosmetyku dopuszczonym do obrotu. Ze względu na łacińskie i angielskie nazwy, którymi operuje INCI oraz z reguły bardzo drobny druk, jakim te informacje są zapisane na opakowaniach, rozszyfrowanie składu kosmetyków  wymaga sporo samozaparcia. Ale to dobra droga, by odróżnić kosmetyki naturalne od „naturalnych”. Są kraje, gdzie konsumenci krytycznie traktujący hasła reklamowe mają nieco ułatwione zadanie.  Na przykład w Niemczech ukazuje się od 20 już lat miesięcznik „Oeko-Test”. Bada on produkty z różnych branż pod względem ewentualnych zagrożeń dla człowieka i środowiska,  i publikuje wyniki tych badań w postaci testów porównawczych; wydaje także publikacje książkowe, w których znaleźć można pełną listę składników kosmetyków wraz z ich pochodzeniem,  opisem działania i ewentualnymi zagrożeniami i skutkami ubocznymi, jakie mogą one wywoływać.

Między innymi dzięki takim badaniom wiele osób w krajach Europy Zachodniej, Ameryki Północnej,  Australii czy Japonii, zaczęło kupować kosmetyki producentów alternatywnych, które nie zawierają składników dopuszczonych wprawdzie do stosowania, ale podejrzewanych o możliwe działania uboczne, sięgające od wywoływania podrażnień skóry, poprzez alergie, aż po oddziaływanie kancerogenne. Na ostatnich Targach BIOFACH w Norymberdze, największych targach ekologicznych na świecie, było około 200 wystawców prezentujących kosmetyki naturalne
świadczy to o skali zjawiska, z jakim mamy do czynienia. Także do Polski dociera stopniowo coraz więcej  tego rodzaju środków pielęgnacyjnych i upiększających. Noszą one u nas różne nazwy: biokosmetyki, kosmetyki organiczne, kosmetyki ekologiczne, kosmetyki biologiczne, certyfikowane kosmetyki naturalne.

Wobec braku uregulowań prawnych podobnych do tych, które mają zastosowanie do żywności z kontrolowanych upraw ekologicznych, potrzebą chwili stało się ustanowienie analogicznych standardów dla kosmetyków  naturalnych. Rozpoczęły więc działalność niezależne organizacje certyfikujące kosmetyki oraz jednostki zajmujące się certyfikowaniem kosmetyków wydzielone z instytucji wcześniej kontrolujących wyłącznie ekologiczne produkty spożywcze. Takich organizacji jest na świecie wiele, zajmijmy się więc tylko tymi, które certyfikują kosmetyki najczęściej docierające do Polski.

Prawdziwym pionierem w tym zakresie jest niemieckie stowarzyszenie producentów ekologicznych Demeter. Ono jako pierwsze ustanowiło wymagania wobec producentów kosmetyków naturalnych, a firma Tautropfen jako pierwsza spełniła  w roku 1989 wymagania zrzeszenia Demeter i mogła zacząć używać określenia kontrolowane kosmetyki ekologiczne w stosunku do swoich produktów. Ale prawdziwie dynamiczny rozwój certyfikacji kosmetyków naturalnych  nastąpił po roku 2000. W Wielkiej Brytanii kosmetyki ekologiczne najczęściej certyfikowane są przez Soil Association, natomiast w Europie przez francuski ECOCERT oraz niemiecki BDIH Kontrollierte Naturkosmetik, przy czym  ich działalność ma charakter międzynarodowy, tak że certyfikacji przez te organizacje poddają się nawet producenci z tak odległych krajów jak Nowa Zelandia czy Australia. Na półkach w polskich  sklepach znaleźć można coraz więcej kosmetyków noszących logo BDIH lub ECOCERT; dlatego właśnie na nich skupimy uwagę.

Każda z jednostek certyfikujących ma swoje listy negatywne
podające jakich składników czy procesów przetwórczych nie wolno stosować w kosmetykach naturalnych, jak też listy pozytywne  wskazujące polecane surowce i metody produkcyjne.
Jednak zasadnicze wymagania stawiane producentom przez obie wspomniane wyżej jednostki certyfikujące są zbieżne:
stosowanie naturalnych surowców mineralnych i roślinnych (ECOCERT szczegółowo określa ich minimalną ilość na 95%);
o ile to możliwe  stosowanie surowców roślinnych z kontrolowanych upraw ekologicznych (ECOCERT wymaga, aby stanowiły one przynajmniej 50% wszystkich składników roślinnych);
nie stosowanie surowców z roślin modyfikowanych genetycznie;
nie stosowanie surowców z martwych zwierząt;
nie stosowanie produktów petrochemicznych takich, jak oleje, silikony czy parafiny;
nie przeprowadzanie testów na zwierzętach;
rezygnacja z syntetycznych środków zapachowych i barwiących;
sugerowana jest rezygnacja z syntetycznych konserwantów,  a w przypadku ich zastosowania informacja ta musi być wyraźnie zaznaczona na opakowaniu; są też ograniczenia, co do tego, jakie substancje mogą być w tym zakresie ewentualnie stosowane;
stosowanie ekologicznych opakowań.

Certyfikacja obejmuje także atestowanie dostawców wszystkich surowców oraz samego procesu produkcji.
Systemy certyfikacji ECOCERT i BDIH różnią się jednak nieco między sobą. BDIH udziela producentom certyfikatu, gdy przynajmniej 60% wszystkich produktów danego producenta spełnia wyżej wymienione wymagania; ECOCERT certyfikuje każdy produkt osobno.
ECOCERT wymaga, aby na każdym certyfikowanym produkcie podana była ilość składników pochodzenia naturalnego oraz ilość składników pochodzących z kontrolowanych upraw ekologicznych. BDIH nie wymaga  takiej informacji.

Logo BDIH nosi ponad 2000 produktów z 50 firm kosmetycznych, na przykład: Dr. Hauschka, Weleda, Logona, Lavera czy Living Nature. ECOCERT certyfikował dotychczas około 1100 kosmetyków pochodzących od 80 producentów, na przykład: Eco Cosmetics, Argiletz Centifolia, Sanoflore czy Melvita.

Logo BDIH nosi ponad 2000 produktów z 50 firm kosmetycznych, na przykład: Dr. Hauschka, Weleda, Logona, Lavera czy Living Nature.  ECOCERT certyfikował dotychczas około 1100 kosmetyków pochodzących od 80 producentów, na przykład: Eco Cosmetics, Centifolia, Sanoflore, Melvita czy Druide.

Zobaczmy teraz, jakie są zasadnicze różnice między modelowymi kosmetykami ekologicznymi zawierającymi 100 % składników pochodzenia naturalnego, a kosmetykami konwencjonalnymi.

Oleje
Jednym z podstawowych składników kosmetyków naturalnych są oleje roślinne, pozyskiwane najczęściej z roślin pochodzących z upraw ekologicznych, tłoczone na zimno i nierafinowane, co daje czysty surowiec o dużej wartości biologicznej, z dużą ilością cząsteczek budulcowych, podobnych do  tych występujących w skórze ludzkiej i łatwo przez nią przyswajanych. W kosmetykach konwencjonalnych znajdziemy prawie wyłącznie syntetyczne oleje pochodzenia petrochemicznego, które pokrywają skórę swego rodzaju filmem i zaburzają przez to jej funkcje, między innymi hamując wymianę gazową i metaboliczną w skórze. Ponadto nawet najlepsze składniki aktywne rozpuszczone w oleju pochodzenia petrochemicznego  nie wnikają do skóry i pozostają na jej powierzchni. Stosowane są one przez przemysł kosmetyków konwencjonalnych, gdyż są tanie i łatwo dostępne. Paradoksalnie prawie wszystkie olejki do ciała  dla niemowląt to czysta parafina. Oto pod jakimi nazwami INCI ukrywają się w kosmetykach oleje i parafiny mineralne: Mineral Oil, Petrolatum, Paraffinum-Liquidum, Cera Microcristalline, Microcrystalline Wax, Ozokerit, Ceresi, Silikon,  Parafin.

Emulgatory
Emulgatory to składniki kosmetyków odpowiedzialne za łączenie olejów z wodą. Producenci kosmetyków naturalnych nadają swym kremom i balsamom właściwą konsystencję używając emulgatorów pochodzenia roślinnego. Natomiast producenci kosmetyków konwencjonalnych stosują z reguły dużo tańsze surowce syntetyczne zwane PEG (Polyethylene Glycol). Emulgatory  zawierające PEG mogą powodować, że skóra staję się przepuszczalna dla ewentualnych substancji toksycznych z otoczenia.

Substancje zapachowe
To właśnie one są przyczyną wielu reakcji alergicznych związanych z produktami kosmetycznymi. Substancje zapachowe nie wymagają od producenta szczegółowej deklaracji składu, tak więc nie wiemy, czy pod niewinnie brzmiącymi nazwami fragrance  czy perfum ukrywają się naturalne substancje zapachowe, czy też syntetyki, złożone w niektórych przypadkach nawet z 200 substancji chemicznych. I to właśnie tutaj ukryta jest większość alergenów.  Szczególnie złą sławą cieszy się ostatnio syntetyczne piżmo - wykorzystywane do produkcji perfum, kremów po goleniu, mydeł i innych produktów higienicznych - podejrzewa się, że może  wywoływać ono nowotwory i zaburzać pracę układu dokrewnego. Delikatne zapachy kosmetyków naturalnych uzyskiwane są dzięki stosowaniu wyłącznie naturalnych olejków eterycznych, które tylko  w rzadkich przypadkach osób bardzo wrażliwych mogą prowadzić do uczuleń, czy reakcji alergicznych. W nazwie INCI znajdziemy często w nawiasie dodatkowe określenie (essential oils).

Konserwanty
Aby kosmetyk mógł stać najpierw na półce w sklepie, a potem w naszej łazience, trzeba go zakonserwować. W kosmetykach konwencjonalnych najczęściej stosowane są konserwanty syntetyczne, oficjalnie uznawane  za zupełnie bezpieczne, budzące jednak u wielu naukowców zaniepokojenie. Przypuszcza się, iż mogą one powodować alergiczne stany zapalne skóry, a nawet oddziaływać na system hormonalny; bada się także ich ewentualny związek z niektórymi chorobami nowotworowymi. Oto lista najczęściej stosowanych konserwantów syntetycznych : Methylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Methyldibromoglutaronitrile, Imidazolidinyl  Urea, Diazolidinyl Urea, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Cetylpyridinium Chloride, Benzoic Acid, Chlorhexidine, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Triclosan, 2-Brom-2-Nitropropane-1,3Diol, Cetrimoniumbromide. Producenci kosmetyków  ekologicznych preferują naturalne metody konserwacji, na które składa się z reguły wiele czynników, m. in. dokładna selekcja czystych surowców, użycie olejków eterycznych, witamin, niewielkich ilości  czystego alkoholu roślinnego, utrzymywanie odpowiedniego Ph kosmetyku, produkcja i pakowanie w specjalnych pomieszczeniach, spełniających standardy farmaceutyczne.

Substancje myjące
Aby szampon  czy żel się pienił i posiadał właściwości myjące, potrzebne są środki powierzchniowo czynne. Najczęściej funkcję tę spełnia w kosmetykach pielęgnacyjnych Sodium  Lauryl Sulfate, typowy detergent syntetyczny, czyli produkt przemysłu petrochemicznego. Jego główną zaletą jest cena i łatwość pozyskiwania. Przypisuje się mu jednak wiele działań ubocznych  jak to na przykład, że powoduje przesuszenie skóry, zaburza wydzielanie łoju i potu oraz podrażnia skórę. Nie ma on czego szukać w naturalnym szamponie czy żelu - tam za mycie i pienienie odpowiedzialne  są delikatne detergenty roślinne, oparte z reguły na oleju kokosowym.

Substancje czynne
Na pozytywnej liście ECOCERT czy BDIH znajduje się m. in. zalecenie stosowania naturalnych ekstraktów  z roślin pochodzących z upraw ekologicznych, których użycie do produkcji kosmetyku zapewnia uzyskanie nieprzetworzonych substancji czynnych, wolnych od pozostałości nawozów sztucznych czy pestycydów, o dużej  wartości biologicznej. Reklamowane jako coraz to bardziej skuteczne, syntetyczne składniki aktywne są prawdziwym oczkiem w głowie firm kosmetycznych. Otrzymujemy surowce o koncentracjach niemożliwych do pozyskania ze źródeł naturalnych, brak im tylko jednego: witalności. Ta siła życiowa nie daje się reprodukować i zawarta jest tylko w naturalnych substancjach organicznych. Producenci kosmetyków konwencjonalnych wychwalają swoje produkty, zwracając uwagę na to, że w nich także zawarte są naturalne wyciągi roślinne i przez to mają one fenomenalne właściwości pielęgnacyjne. Kwestią sporną pozostaje jednakże rzeczywista wartość tych dodatków naturalnych dla naszej skóry czy włosów, skoro te naturalne substancje czynne występują w otoczeniu związków syntetycznych i poddane są  chemicznej konserwacji.

Naturalny trend
Wobec faktu, że w ostatnich latach na całym świecie wyraźnie zauważalny jest wzrost zainteresowania jakością i źródłami pochodzenia  żywności, nie należy się dziwić, iż wiele osób baczniej przygląda się produktom pielęgnacyjnym stosowanym w każdym domu. Trend ten wyraźnie zaznacza się także statystycznie.  W roku 2002 pojawiły się na światowym rynku 624 nowe kosmetyki naturalne, spełniające kryteria podobne do opisanych w niniejszym artykule, a w roku 2004 zarejestrowano już około 2900 nowych kosmetyków tego  typu.

Najlepszym rozwiązaniem dla kupujących byłyby jasne przepisy regulujące możliwość stosowania przez producentów określenia „naturalne” czy „ekologiczne” w odniesieniu  do wytwarzanych kosmetyków. Ale ta kwestia może zabrać jeszcze wiele lat, chociażby ze względu na silny lobbing międzynarodowych gigantów kosmetycznych, którzy zbyt dużo mogliby stracić, gdyby szeroka  opinia publiczna dowiedziała się, jak bardzo syntetyczne są ich „kosmetyki naturalne”. Certyfikacja kosmetyków przez niezależne od producentów instytucje stwarza pierwsze standardy, które być może w przyszłości doczekają się także rozwiązań ustawowych. Może również w Polsce powstaną podobne instytucje kontrolujące kosmetyki naturalne. Na razie pozostają nam dogłębne studia nad INCI przed zakupem kolejnego szamponu.

* * *

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego